czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 1 Last Are New



  Całe życie, całe życie żyłem w kłamstwie, matka nie miała chyba zamiaru mi powiedzieć jaki jest świat, a szczególnie świat do którego teraz się wybieram. Nikt mi nie został, nikomu nie mogę ufać nawet przyjaciołom. Nie umiem, nie będę umiał żyć gdzieś gdzie nie wychowałem się. Wychowałem jedynie pod opieką matki, ojciec podobno tylko był z nami do moich pierwszych urodzin. Popatrzyłem ostatni raz na mój rodzinny dom myśląc jak mama da sobie radę beze mnie. Będzie całkiem sama, może kogoś pozna, albo będzie czekać na mnie. Stała przed otwartymi drzwiami, skanując mnie całego ze łzami w oczach, wiedziałem jakie to dla niej bolesne.
Uśmiechnąłem się do niej pocieszająco mówiąc nie me "Kocham cię mamo.", pokiwała głową i odpowiedziała szerokim uśmiechem, na który nie zwracałem większej uwagi. Jej oczy pełne bólu, troski i bliskości.  Ostatni raz spojrzałem na rodzicielkę, po czym wsiadłem do szarego vana. Przywitałem się z kierowcą kiwnięciem głową. Zamknąłem drzwiczki, patrząc jeszcze raz na mamę. Nie do wiary, że się zgodziłem, ale nie miałem wyboru. Zapiąłem pas bezpieczeństwa dyskretnie przypatrując się kierowcy.
Podejrzliwie wyglądał. Miał tak z około 40. Siwe włosy, z 3-dniowym zarostem, na twarzy miał nie za dużo zmarszczek dające mu surowy wygląd twarzy.  Oczy miał brązowe, jako jedyne były takie ciepłe nie surowe. Oparłem się o siedzenie patrząc przez okno jak opuszczamy Bradford. Ludzie zaczęli uciekać, lub szukać jakiejkolwiek kryjówki przed rozpoczynającym się deszczem.
Po jakimś czasie dojechaliśmy pod dom Styles'ów. Pochodzili z Redditch, ale postanowiliśmy, że wszyscy będziemy mieszkać w jednym mieście. Facet wyszedł pomóc Nelli z bagażami, a Harry żegnał się z mamą, przytulając ją i pocieszając. Otworzyłem drzwi, rozpinając pas bezpieczeństwa, żeby iść przywitać się z rodzeństwem. Przywitałem Nell buziakiem w policzek i przytuleniem, jako jedyna to wszystko zaakceptowała, wiedziałem, że i tak to przeżywa w środku,ale była spokojna, rozumiała, na początku nie wierzyła, ale to wszystko ją zaciekawiło. Wybrana. Wybrany. Co to znaczy? Takie pytanie od kilku miesięcy błądziło mi po głowie, ciągle nie znając odpowiedzi. Mam ich tyle, taki ciekawy jestem tego, ale to pytanie najbardziej mnie zadręcza. Tak jak resztę.
Podszedłem do Harry'ego i jego mamy przywitać się.
- Cześć Harry, dzień dobry Pani.- uścisnąłem dłoń przyjaciela patrząc na niego uważnie. Był zły. Nie dziwię mu się, ale co my mamy do gadania. Nic. Ktoś powiedział, że tak musi być i już.
- Chłopaki jedziemy!- krzyknęła blondynka podchodząc do nas. Przytuliła się do rodzicielki, prawie szlochając w jej jasno niebieską bluzkę. Brunet wziął swój bagaż, niosąc Go do bagażnika.
Pożegnałem się z Ann i skierowałem się po raz kolejny do samochodu. Harry stał oparty prawą ręką o samochód i patrzył na dom.
- Nie długo wrócimy mam nadzieję.- poklepałem Go po ramieniu dając mu znak, że nie jest w tym sam.
- Ja też.- westchnął odwracając wzrok od domu na siostrę.
- Ona na ciebie liczy.- popatrzył na mnie z bladym uśmiechem. Pokiwał powoli głową, po czym wsiadł do auta. Po nas wsiadła dziewczyna, trochę za mocno zamykając drzwiczki, co nie uległo uwadze kierowcy.
- Trochę bardziej lekko.-powiedział patrząc na blondynkę w lusterku karcącym głosem. Pokiwała główką i bardziej owinęła się szalikiem znajdującym się na jej bladej szyi. Harry posłał mu wściekłe spojrzenie, ale staruch sobie nic z tego nie robił.
Po jakimś czasie byliśmy wszyscy. Harry, Nell, Niall, Liam, Louis, Layla i ja. I jeszcze ten stary złośliwiec, ale jego można ominąć. Rozmawialiśmy trochę, ale bardzo cicho, gdyż kierowca kazał jak to określił " Przymknąć jadaczki, dzieciaki."
Po jechaliśmy na lotnisko w centrum Londynu, żeby zdążyć na samolot.
Usadowiłem się wygodnie w fotelu koło okna, ostatni raz patrząc na Londyn.
- Żegnaj Londyn witaj Palm Springs.- mruknąłem patrząc na wielki Big Ben. Pamiętam jak na pierwszą randkę zabrałem tam dziewczynę, bała się wejść do niego. Zaśmiałem się na to wspomnienie.
Zapiąłem pas, gdyż stewardessa poinformowała nas o wystartowaniu za chwilę.
Po chwili można było odpiąć pas i włączyć urządzenia elektroniczne. Złapałem za swoją torbę, w poszukiwaniu mojego telefonu. Znalazłem Go, napisałem do rodzicielki, że wystartowaliśmy i, że tęsknie.
Nie musiałem długo czekać kiedy przyszła wiadomość.

Od: Mama 
" Uważaj na siebie, też tęsknie, jedz zdrowo." 

Zaśmiałem się, nawet jak nie jestem obok niej karze mi dobrze jeść. To zawsze najważniejsze.
Postanowiłem posłuchać muzyki dla zabicia czasu. Wyjąłem niebieskie słuchawki, wkładając do uszu i podłączając do telefonu, wchodząc w Odtwarzacz Muzyki.
Włączyłem 2 Chainz-Used 2.
Po chwili nie wiedziałem kiedy odpłynąłem.
Obudziło mnie lekkie szturchanie w ramie, otworzyłem oczy żałując swojego czynu, mocne światło za okna dało o sobie znać. Przyłożyłem rękę do czoła, oddalając od swoich oczu światła.
Layla stała nade mną cała uśmiechnięta, jak to ona, stuprocentowa optymistka. Westchnąłem zmęczony podróżą, wyjąłem słuchawki z usz wkładając je do torby, a telefon do kieszeni spodni.
- Zaraz lądujemy, zapnij pasy.- powiedziała patrząc na moje zmęczone oczy. Poczochrała mi włosy, puszczając mi oczko.  Pokręciłem głową z niedowierzaniem i z rozbawieniem.
Zapiąłem pasy, i czekałem, aż będę mógł wyjść na świeże powietrze. Strasznie tu duszno. Chciałem poczuć świeży zapach, a nie zapach orzeszków, spowodowany, bo Niall siedział koło mnie i je wcinał.
Popatrzyłem za okno widząc słoneczną pogodę. W końcu mogliśmy wyjść. Jaka ulga, tyłek mi zesztywniał.
Wyszedłem na dwór, patrząc jak palmy bujają się spowodowane ciepłym wiatrem.
Odebrałem swoje bagaże, dołączając do przyjaciół i naszego 'przewodnika'.

                                                                             ***
Siedziałem w samochodzie z przyjaciółmi jadąc do 'ośrodka', nie znam dokładniej nazwy, mówili tylko tak, nie dając nam bardziej szczególnych informacji. Po jakiejś godzinie dojechaliśmy na leśną ścieżkę, kierowca poinformował nas, że za 10 minut będziemy. Nigdzie nie było domów, co mnie lekko denerwowało, żadnej żywej duszy. Moje rozmyślanie przerwał Liam, informując, że jesteśmy.
Odpiąłem pasy, zabierając moją torbę podróżną. Przerzuciłem sobie ją przez ramie idąc za facetem koło Lou i Layli. W końcu doszliśmy do jakiejś wielkiej bramy, była drewniana, a nad nią wisiał napis 'Obóz Wybranych', mało to oryginalne, ale co ja się czepiam. Przekroczyliśmy próg bramy, a mnie przeszedł dziwny dreszcz, zignorowałem to, uświadamiając sobie, że wszyscy byli o wiele dalej niż ja. Poprawiłem swoją torbę, po czym szybko do nich podbiegłem. Rozglądałem się we wszystkie strony, wszędzie drzewa. Świetnie. Po jakiś 5 minutach doszliśmy do wielkiego drewnianego domu. Wyglądał na stary, bardzo stary.
Weszliśmy do ośrodka, od razu powitała nas miła brunetka, na pewno milsza od tamtego.
- Witajcie moi drodzy! Ja mam na imię Candice, będę waszą tymczasową opiekunką. Teraz chodźcie za mną.- pierwsza miła i łagodna osoba tutaj. Wyszliśmy z budynku przemieszczając się po kamiennej dróżce.
Powoli zaczynałem dostrzegać nie które osoby. Jedni ćwiczyli strzał z łuku, jedni spinali się po ściance, a jeszcze inni ćwiczyli gimnastykę. Czułem na sobie wszystkich wzroki, szczególnie płci przeciwnej. Przękręciłem głowę w prawą stronę patrząc na rudowłosą dziewczynę, która patrzyła w górę na drzewo, podążyłem za jej wzrokiem, zauważając dziewczynę o brązowych włosach, stała na gałęzi walcząc z jakimś chłopakiem. W ręce miała miecz przyłożony do policzka nieznajomego, uśmiechając się do niego. Opuściła miecz, podchodząc do chłopaka. Stanęła naprzeciw niego i lekko popchnęła, powodując u chłopaka stratę równowagi. Blondyn upadł na ziemię, jęcząc z bólu, powoli się podnosząc. Dziewczynę zeszła z drzewa, po czym podeszła do chłopaka. Podała mu rękę, pomagając wstać. Zaczęli rozmawiać, w końcu dziewczyna lekko poklepała Go po policzku, odchodząc kładąc swoją broń na ramie. Przelatująco na mnie spojrzała. Była.....ładna. Oderwałem swój wzrok od dziewczyny i przeniosłem je na przyjaciół.

                                                                          ***
Siedziałem w swoim nowym pokoju zapoznawając się z tutejszym regulaminem. Jakieś żarty.
1. Nie można opuszczać terenu.
2. Żadnych sprzętów elektronicznych.
3. Żadnych imprez, jedynie świętowane są urodziny.
4. Żadnego kontaktu z innymi za progiem terenu.
I dalej nie umiałem czytać, nie mogłem, nie chciałem. To jakiś horror. Opadłem mimowolnie na miękkie łóżko. Chociaż o wystrój pokoi się postarali. Pokój miałem z Harry'm, na razie siedział w łazience poprawiając swój wygląd, gdyż ocenił, że są tu ładne dziewczyny. Jeden plus tego wszystkiego.
Po chwili wyszedł cały odpicowany. W tej samej chwili weszli chłopaki, z załamanymi głowami.
- A ten co się tak wystroił?- zapytał Lou rozbawionym głosem oglądając zielonookiego.
- Idzie na podryw.
- Nie można.- popatrzeliśmy na nich zdezorientowani.- Strona 42 podpunkt 74. 'Wszyscy mają być skupieni na swoich obowiązkach, żadnych rozmów z płcią przeciwna, jedynie podczas ćwiczeń'.
Harry opadł zrezygnowany na łóżko, przykrywając swoją twarz poduszką.
- Cóż...- wstałem, uśmiechając się chytrze.- ja łamie zasady.
Nie czekając na ich odpowiedź wyszedłem z pokoju, kierując się do drzwi. Gdy przekraczałem próg drzwi wpadła na mnie jakaś dziewczyna, wypuszczając ze swoich rąk kilka ostrych gwiazdek.
- Przepraszam.-powiedzieliśmy równocześnie, zniżając się po rzeczy leżące na kamiennej drodze.
Uderzyliśmy się czołami, upadając do tyłu. Zaśmialiśmy się równocześnie. To trochę dziwne.
- Przepraszam.- i znów razem powiedzieliśmy. Podałem jej część gwiazdek, które podniosłem z ziemi, równocześnie patrząc jej w oczy. Niebieskie. Jak ocean. Nie mogłem się od nich oderwać, tak jakby hipnotyzowały. W tej samej chwili poczułem małe ukłucie w piersi. Jak by ktoś wbijał mi 10 noży naraz.
Gdy zamknęła oczy, ból odszedł powodując, ciepło w piersi. Dziwne.
- Dziękuje. Muszę już iść.- ominęła mnie i zniknęła w korytarzu. Patrzyłem w miejsce gdzie zniknęła dziewczyna, szukając odpowiedzi na to co się przed chwilą wydarzyło. A co dziwne jak mi dziękowała miała dalej zamknięte oczy. To była dla mnie.....ulga nie musząc patrząc jej w oczy, ale też zawiedzenie nie widząc TYCH oczu. Potrząsnąłem głową próbując pozbyć się wszystkich myśli o dziewczynie.
Skierowałem się do części ośrodka gdzie było więcej drzew a mniej ludzi. Samotność. Cisza. Tego mi brakowało odkąd tu przyjechałem. To wszystko to nie dla mnie. To wszystko wygląda jak obóz przetrwania z surowymi zasadami. Kopnąłem jakiś kamienień, co chwilę odbijał się od ziemi, robiąc jedyny dźwięk w okolicy. Myślami wróciłem do mamy, Bradford, ojca. Ojciec. Wogule obce mi słowo, jedni uważają, że to szczęście mieć tatę w rodzinie, ale nie ja. Dla mnie to lepiej. Mama zajęła miejsce matki jak i ojca.
Choć jedno interesowało mnie na ten temat. Czy zależało mu na mnie? Z każdej chwili przychodziło nowe pytanie z nim w roli głównej. Ile bym dał żeby o nim nie myśleć, o tym jak mnie zostawił.
Ja Go nawet nie znałem, nie znałem jego imienia. Chore, pomyślicie, ale taka prawda. Matka nigdy mi o nim nie mówiła, sam się dowiedziałem. Z moich zamyśleń wyrwały mnie niedalekie dźwięki. Podążyłem za nimi próbując rozszyfrować główne centrum dźwięków. Przechodziłem między drzewami, a dźwięki stawały się bardziej słyszalne i rozumiane. Stanąłem za grubym pniem drzewa widząc jakąś postać skaczącą po obciętych pniach drzew. Wystawiłem bardziej głową, wiedząc, że mnie zauważy. Śpiewała. Ładnie.
Podsłuchałem trochę. Śpiewała wyglądając jak by czuła tą piosenką. Weszła w nią, żyła nią. Oparłem się drzewo zatapiając się jej głosem.

What would I do without your smart mouth
Drawing me in, and you kicking me out
Got my head spinning, no kidding, I can’t pin you down
What’s going on in that beautiful mind
I’m on your magical mystery ride
And I’m so dizzy, don’t know what hit me, but I’ll be alright


Zatrzymała się, patrząc w niebo ze smutkiem. Popatrzyłem za jej wzrokiem, dokładnie przyglądając się niebu.  Nie zwróciłem nawet uwagi, że jest już wieczór. Na niebie lśniły gwiazdy, a ci co mają niezłą wyobraźnie umieliby znaleść jakieś wzory czy coś.  Lekki wiatr rozwiał jej włosy do tyłu, odsłaniając jej twarz, księżyc puszczał na nią swoje światło dając mi piękny widok na dziewczynę. Postanowiłem wrócić i przestać gapić się na nieznaną mi dziewczynę.... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz